Próbowałam otworzyć oczy. Nic. Byłam bezsilna. Zupełna
ciemność. Jakby ktoś skleił moje powieki.
- Powinna się wkrótce obudzić.
Przecież nie śpię, do cholery!
- I co wtedy?
- Nic. Zachowujemy
się, jakby do niczego nie doszło. Może
nie będzie pamiętać.
Głosy, które słyszałam, wydawały mi się znajome.
- Szkoda mi jej trochę.
- Wiem, mi też. W końcu jest moją przyjaciółką.
Kate.
- Naprawdę nie chciałem, żeby tak wyszło. Miała się nigdy
nie dowiedzieć… o nas.
I Josh.
Chciałam krzyknąć do tego zdrajcy, żeby wyszedł z pokoju, ale nie mogłam. Nie wydobyłam z
siebie ani słowa, słyszałam wszystko w głowie.
- Ile jej zaaplikowałeś?
Nie wiedziałam, co się dzieje, ale oczyma wyobraźni
widziałam strzykawkę z jakimś tajemniczym, przeźroczystym płynem, który właśnie
trafił do moich żył.
- Parę miligramów. Powinno wystarczyć.
Poczułam nagle, jak czucie w całym moim ciele wraca.
Spróbowałam coś powiedzieć i zauważyłam postęp – jęknęłam niczym kot obdzierany
ze skóry.
- Chyba już wraca – usłyszałam Kate. I zobaczyłam ją.
Ponownie miauknęłam, tym razem mniej żałośnie.
- Rose? - poczułam
ciepły oddech Josha pochylającego się nade mną. – Kochanie, jesteś tam?
- W-ww… - stęknęłam. Przychodziło mi to z trudem.
- Uspokój się. Nic ci nie jest. Musisz ochłonąć – to Kate.
Stała po prawej stronie łóżka, uśmiechając się szeroko.
- Dz-dz-dziw… dziwka – szepnęłam ze łzami w oczach. Nie tylko
byłam zła, ale wyczerpana i każde wypowiadane słowo bolało mnie.
Odsunęła się zaskoczona.
- O czym ty mówisz? – oburzyła się.
- Musisz odpocząć – wtrącił się Josh. -Masz jakieś
halucynacje. Przyjdziemy do ciebie później, teraz śpij.
Zaprotestowałabym, gdyby mi się chciało. Westchnęłam i
obróciłam się, wtulając twarz w poduszkę. Miałam dużo do przemyślenia.
Pierwsze: kim do cholery jestem?
Drugie: o co chodzi z tym całym klanem?
Trzecie: Josh i Kate, moja kochana mamusia zastępcza.
Dlaczego?
I czwarte: Matko Boża Tępego Noża, ale mnie łeb napierdala…
Jestem naprawdę zagubiona. Całe moje piękne życie zaczęło
się sypać jednego dnia. Och, od razu się posypało! Teraz jest jeszcze gorzej.
Jeśli może być.
Zawsze byłam szczęśliwa, mimo że wychowałam się w niekoniecznie
typowych dla ludzi warunkach. Potem dowiedziałam się, że nie jestem za kogo się
uważam i przestałam ufać nawet sobie samej.
Natura ludzka jest dziwna. Jak wiele potrafimy przetrwać, a
jeden drobny szczegół obraca nasze życie o sto osiemdziesiąt stopni. I to
wielokrotnie. Aż zaczyna kręcić nam się w głowie od tej niezrozumiałej karuzeli
i zbiera się na wymioty. Ale nie możemy się wyrzygać, bo stracimy wszystko co
mamy w sobie i znów będziemy głodni normalności. Lecz nasz żołądek nie zniesie
żadnego pokarmu, boi się, że znów będzie musiał się go pozbyć. Wtedy mamy dwie
opcje: umierać z głodu czy zaryzykować, żeby przeżyć wszystko jak najlepiej.
W końcu kiedyś wszyscy umieramy.
Ale mogę przeżyć życie jak najlepiej. Dlaczego mam myśleć o
najgorszym? Jestem tu, teraz, nieświadoma, ale żyję. Nie tylko istnieję, żyję,
jestem, kocham, pragnę, nienawidzę. Nie chcę umierać z głodu.
Chcę ryzykować.
Obudziłam się w pełni świadoma po raz pierwszy od trzech
dni, tak twierdził Josh. Nie miałam podstaw, żeby mu nie wierzyć, nawet jeśli
był pierdolonym oszustem, kłamcą, zdrajcą i dziwkarzem.
Słońce świeciło wysoko na niebie, a zegar wskazywał
jedenastą trzydzieści.
- Co mi się stało? – zapytałam, siadając na łóżku.
- Zemdlałaś. Miałaś cholernie wysokie ciśnienie, baliśmy
się, że trafisz do szpitala. Ale podałem ci leki uspokajające.
- Co z turniejem?
- Och, nie pamiętasz? Zemdlałaś w trakcie niego. Nie mogłaś
dalej walczyć.
- Nie kłam – powiedziałam sucho. - Nie zemdlałam w trakcie
turnieju, tylko gdy zobaczyłam cię, jak całujesz się z Kate.
- O czym ty mówisz? – udawał zaskoczonego.
- Dobrze wiesz o czym. Musimy porozmawiać, ale nie teraz.
Nie jestem na siłach.
- Nie dziwię ci się. Trzy dni nieprzerwanego snu mogą
nadszarpnąć twoje zdrowie.
- Specjalista się znalazł – mruknęłam oburzona. Nie mogłam
jednak powstrzymać się od uśmiechu. Okej, może zrobił najgorszą rzecz na
świecie, ale nadal był moim słońcem. Znienawidzonym słońcem.
- Przyniosę ci śniadanie.
- Nie ma potrzeby, zrobię sobie sama.
- Nie powinnaś…
- Nie zaczynaj. Wyjdę z łóżka, czy ci się to podoba, czy
nie. Dupa mnie boli od tego bezruchu.
Westchnął ciężko.
- Uparta jak zawsze…
- Idź, rób swoje. Potem odpowiesz mi na parę pytań – uśmiechnęłam
się wrednie.
Poszłam do łazienki, przebrałam się w luźne ubrania i
spojrzałam w lustro. Miałam okropne cienie pod oczami, moja twarz wydawała się
jakaś zniekształcona. Wzdrygnęłam się, niczym przerażona swoim wyglądem.
Przy kuchennym stole czekał na mnie Josh ze śniadaniem. Nie
byłam głodna, jednak dziubnęłam trochę (jajecznica z boczkiem, mój faworyt),
żeby znowu nie słuchać, jak mój eks udaje, że przejmuje się moim stanem.
- Chciałaś o coś pytać?
- Och, tak – odłożyłam widelec. – Mam kilka pytań. Dlaczego
zdradzasz mnie z Kate?
- Ja nie…
- Odpowiedz – poprosiłam beznamiętnie.
- Jakoś tak… Jakoś wyszło – zarumienił się ze wstydu. –
Rose, naprawdę, kocham tylko ciebie, już
więcej nie zbliżę się do niej, wybacz mi, proszę.
- Czas pokaże. Drugie pytanie: co mi zaaplikowałeś rzekomo
trzy dni temu?
- Środki uspokajające. Nic ci się nie stało. Coś jeszcze?
- Jeszcze jedno: co wiesz o moim poprzednim życiu?
- Jakim „poprzednim życiu”? – zaśmiał się.
- Josh, proszę. Wiesz, że byłam adoptowana i z pewnością
wiesz, kim tak naprawdę jestem. Ta sytuacja coraz bardziej mi się nie podoba.
Sprawiłeś mi przykrość już raz, nie rób tego po raz kolejny.
- Rose, uwierz, chciałbym ci powiedzieć, ale…
No tak, zawsze jest jakieś „ale”.
- Ale nie możesz.
- Ale nie wiem nic. Gdybym wiedział, naprawdę bym ci
powiedział o wszystkim. Ale nie wiem nic. Przykro mi.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać – wstałam od stołu. -
Wyjdź, proszę. Zadzwonię, kiedy będę gotowa.
- Rose, proszę… - podszedł do mnie.
- Nie. Wyjdź. Dam sobie radę.
Spojrzał mi w oczy. Zgaduję, że ujrzał w nich, że nie
żartuję i odszedł. Posprzątałam po śniadaniu i też wyszłam z domu. Musiałam się
odstresować.
Właśnie robiłam sobie przerwę w bieganiu, kiedy podeszła do
mnie znajoma postać.
- Kogo to moje piękne oczy widzą – słysząc ten głos od razu
wiedziałam o kogo chodzi.
- Xavier.
- We własnej osobie.
- Czego znowu chcesz?
- Porozmawiać. Mam wieści.
- Jakie? – zapytałam zdziwiona.
- Od Fabiana.
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
- Twojego brata – dodał, widząc mój wyraz twarzy.
- Ach tak, tego sprzed śpiączki.
- Sprzed pierwszej śpiączki – uśmiechnął się, kładąc nacisk
na drugi wyraz.
- Jak to pierwszej?
- Czy czasem dzisiaj nie obudziłaś się po paru tygodniach?
- Josh powiedział…
- Josh jest kłamcą – przerwał mi. – Wydaje mi się, że już o
tym wiesz.
- Byłeś tam. Wtedy, gdy oni się całowali.
- Zawsze jestem przy tobie. Takie mam zadanie, pilnować
ciebie i chronić przed oszami i innymi cholerstwami czekającymi na ciebie.
- Ile byłam w śpiączce?
- Jakieś… - zastanowił się. – Pięć tygodni.
- Chcesz mi powiedzieć, że przez pięć tygodni leżałam z
dupskiem w łóżku i obudziłam się jak gdyby nigdy nic, w pełni sprawna
fizycznie, jedynie trochę zmęczona?
- Jesteś naznaczona, ludzkie problemy cię nie dotyczą.
- Super. – Powiedziałam ironicznie. - To jakie masz wieści
do przekazania?
- Wieści? Faktycznie, prawie zapomniałem.
- Nieśmieszne.
- Fabian kazał ci powiedzieć, żebyś przygotowała się na jego
przybycie.
- Kiedy tu będzie?
- Nie wiem. Wszystko zależy, kiedy przejdziesz etap drugi.
- Etap drugi?
- Zadajesz zbyt dużo pytań. Są trzy etapy. Pierwszy zaczęłaś
już dawno, kiedy jeszcze tego nie pamiętasz, a dopełnił się twoją drugą
śpiączką. Drugi etap jest o wiele gorszy i przekonasz się o tym sama.
Przeżyjesz go, ale gwarantuję ci, twoje życie diametralnie się zmieni. Trzeci
etap to głównie trening i przygotowanie.
- Do czego?
- Do wejścia do naszego kręgu. Chociaż teoretycznie już w
nim jesteś, jednak coś nie wyszło na początku. Nie martw się, wszystko będzie
dobrze. Tymczasem uważaj na tego swojego chłoptasia.
- Dzięki za ostrzeżenie – byłam zirytowana.
- Nie, naprawdę. On może być dla ciebie niebezpieczny.
Wydaje się, że współpracuje z… takimi jednymi. Z tymi złymi.
- Bo facet, który mnie śledzi i wmawia, że robi to na polecenie
mojego brata, którego nie znam, jest dobry, tak?
- Robię to, bo cię chronię.
- No jasne. Masz do mnie jeszcze jakąś sprawę? Czy mogę już
iść?
- Tylko tyle, żebyś uważała na tego Jake’a.
- Josha.
- Nieważne. I przygotuj się na przybycie Fabiana.
- Jasne. Do zobaczenia – pobiegłam dalej.
Gdy zobaczyłam, że Xavier zniknął, zwolniłam kroku. Chciałam
jak najszybciej znaleźć się w domu, wziąć zimny prysznic i ponudzić się przed
telewizorem. Najwyraźniej pięć tygodni śpiączki bardzo mnie rozleniwiło.
- Xavier!
- Co?
- Gdzie byłeś?
- Przekazywałem twoje wiadomości twojej siostrzyczce.
- Świetnie.
- I ostrzegłem ją przed Joshem. To znaczy, Aaronem.
- Znakomicie. Jest już prawie gotowa na konfrontację.
- A co z tobą? Jesteś gotowy?
- Jeszcze trochę czasu mi to zajmie. Muszę się upewnić, czy nie
wpieprzę się w jej żałosne, ziemskie życie. Naprawdę, podoba jej się tam i nie
chcę, żeby nienawidziła mnie za to.
- Jej chłopak zdradza ją z jej matką adopcyjną, co dla niej
jest strasznym problemem. Czy jej życie może być gorsze?
- Nie, jeśli nad nią czuwam.
- To JA nad nią czuwam, Fabian. Nie zapominaj o tym.
- Ale robisz to na MOJE polecenie. Ja muszę zająć się
sprawami tutejszymi, dlatego tobie powierzyłem tę rolę. Zresztą widzę, że ci
się spodobała.
- Być może.
- Nie martw się, kiedy już ją sprowadzimy do naszego świata,
będziesz miał okazję o nią zawalczyć. Nie mam nic przeciwko.
- Nie powiedziałem, że tak jest.
- Ale widzę to po tobie. Och, Xavier, nie próbuj mnie
okłamać. W mojej rodzinie nie ma miejsca na bycie oszukanym. Rose też nie daje
się zwieść Aaronowi.
- Ale jednak nie wie.
- Niewiedza jest czym innym, niż wiara w kłamstwo. A teraz
wybacz, ale muszę odpocząć.
- Jasne, to może ja pójdę pilnować Rose.
- Świetny pomysł.
Obudziłam się na kanapie z krzykiem.
- Rose? – usłyszałam głos Kate z kuchni.
- Nic mi nie jest.
Weszła do salonu i usiadła na kanapie. Przytuliła mnie.
- Tak się cieszę, że nareszcię się obudziłaś – zobaczyłam
pojedynczą łzę spływającą po jej policzku.
- Też czuję się lepiej.
- Tydzień leżałaś bezradna, och, jak się bałam…
- Josh mówił, że tylko trzy dni – postanowiłam udawać, że
nie wiem, że tak naprawdę było to pięć tygodni. Z ich trójki, to znaczy Josh –
Kate – Xavier, miałam najmniej powodów, żeby nie wierzyć temu ostatniemu.
Nie odpowiedziała.
- Och, z pewnością straciłaś rachubę czasu – powiedziałam.
Odepchnęłam ją delikatnie. – Muszę iść się załatwić – poszłam do toalety,
starając się nie biec.
Blizna nad piersią piekła jak cholera. Zauważyłam też, że
jakby pulsuje. Przeraziłam się. Co jeśli ktoś rzucił na mnie jakieś zaklęcie
albo klątwę? Co jeśli Kate też kłamie? Współpracuje z tymi coś tam coś tam, jak
Josh? Jeśli zaaplikowała mi truciznę?
Zawirowało mi w głowie. Podniosłam deskę klozetową i każdy
chyba wie, co się później stało.
Gdy myłam zęby, do drzwi zapukała Kate.
- Nic ci nie jest? – zapytała zmartwiona. Nie, ona na pewno
nie jest zła. Potrafię rozpoznać, kiedy ktoś kłamie.
- Wszystko w porządku – powiedziałam niewyraźnie, ze szczoteczką
w ustach. – Śniadanie.
- Och, jasne – wróciła do swoich obowiązków.
Ponownie spojrzałam na bliznę. Ciągle była gorąca i jakby
trochę większa, ale już nie pulsowała bólem.
- I jak?
- Jest coraz bliżej. Jej blizna się powiększa.
- Nareszcie!
- Fabian?
- Tak?
- Nie uważasz, że ta Kate… że ona może być powiązana z nimi?
- Kate jest zwykłym, ziemskim ścierwem. Nie ma nawet pojęcia,
w co zaplątany jest Aaron.
- Ale w jego towarzystwie może sprawiać problemy.
- Nie sądzę. Aaronowi będzie zależało na tym, żeby mieć Rose
blisko siebie, więc zostawi jej „matkę”.
- Żeby Rose chciała się z nim widywać?
- I żeby ją pokonać. Ale nie muszę się martwić, przecież ją
ochronisz, prawda?
- Idę spać – poinformowałam Kate.
- Nie zjesz kolacji?
- Nie jestem głodna. Po prostu potrzebuję snu. Widzisz, trzy
dni – pięć tygodni, pomyślałam – w śpiączce strasznie mnie zmęczyły – zaśmiałam
się.
- No jasne. Dobrej nocy.
- Tobie też.
Zasypiając, do głowy przyszła mi tylko jedna myśl.
Zaryzykowałam.
__________________________________________________________________________________________
Adrian O.
17 lat.
za-je-bista notka! nareszcie ktos "naprawil" postac Xaviera! mogłabym sie tylko przyczepic do niektorych zbyt... nie wiem jak to nazwac. fragment w toalecie troszke mnie zniesmaczyl ale ogolnie bomba!👍👍👍
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTakie rozdziały to ja rozumiem! :D
OdpowiedzUsuńale mi się to supi czytało!!! jedyne do czego się mogę przyczepić to zmiana czasu narracji z teraźniejszego na przeszły, chociaż ta mi się bardziej podoba i mam nadzieję, że już wszyscy inni będą tak pisać :))))))
OdpowiedzUsuńMoim skromnym zdaniem, to najlepszy rozdział ze wszystkich tu zamieszczonych. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń#Miss Malfoy, czas teraźniejszy jest właściwie niepoprawny. Stosuje się go tylko w opisach sytuacji, nie ciągle. Dobrze, ze został zmieniony.
OdpowiedzUsuńMatko, to jest zajebiste <3 Ciężko będzie utrzymać ten poziom. A to:
"Natura ludzka jest dziwna. Jak wiele potrafimy przetrwać, a jeden drobny szczegół obraca nasze życie o sto osiemdziesiąt stopni. I to wielokrotnie. Aż zaczyna kręcić nam się w głowie od tej niezrozumiałej karuzeli i zbiera się na wymioty. Ale nie możemy się wyrzygać, bo stracimy wszystko co mamy w sobie i znów będziemy głodni normalności. Lecz nasz żołądek nie zniesie żadnego pokarmu, boi się, że znów będzie musiał się go pozbyć. Wtedy mamy dwie opcje: umierać z głodu czy zaryzykować, żeby przeżyć wszystko jak najlepiej.
W końcu kiedyś wszyscy umieramy."...
Cholera, prawie się popłakałam. Widać, kto się zna na rzeczy. Brakło mi kogoś takiego. 100/10 <3
Rozdział fajny :) W końcu wiemy coś o tajemniczym bracie Rose *.*
OdpowiedzUsuńAle czemu prawie sama DIALOGI, bardzo mało opisów. Przy owych dialogach też, niektóre fragmenty to były tylko naprzemienne wypowiedzi poszczególnych bohaterów, szkoda, że nie było tam tego wszystkiego wokół typu: powiedział, wykrzyknął przewracając krzesło, oznajmił siadając w fotelu, podrapał się po nosie itp. itd.