wtorek, 17 marca 2015

Rozdział czwarty

Obudziłam się w swoim pokoju następnego dnia (jak podejrzewam). Ściany są nieskazitelnie czyste. Zupełnie jak dywan. Po „odwiedzinach” nie ma żadnego śladu. Schodzę na dół by porozmawiać z Kate bo o śniadaniu nie chce na razie myśleć, chociaż podejrzewam, że dawno miałam w ustach jakiś posiłek.
- Kate? – wołam, ale nie odpowiada.
- Kate, jesteś w domu? – Wołam ponownie ale znów bez żadnego odzewu.
Powinnam do niej zadzwonić. Zaczynam się martwić o nią. Szukam jej wszędzie ale nie ma po niej żadnego śladu. Idę do jej sypialni. Wygląda jak zawsze. Sterylna, piękna i cała biała jak sala operacyjna. Wyciągam telefon i wykręcam numer do mojej matki adopcyjnej. Nie odpowiada. Pewnie została znów wezwana w ważnej sprawie, więc umówię się z Joshem.
-Hej Josh. Masz czas za..godzinę? – Pytam przez telefon.
-Rose! Oszalałaś? Od wczoraj się nie odzywasz. Martwiłem się! Czekaj na mnie. – odpowiedział po czym rozłączył się zanim zdążyłam cokolwiek dopowiedzieć.
Mam niecałą godzinę by się przygotować.

-Nie rozumiem jak mogłaś tak po prostu pojechać na ten wykład nie uprzedzając mnie. – Burknął Josh przez zaciśnięte zęby. Wiedziałam, że jego złość sięga zenitu.
-Przepraszam. To działo się tak szybko i Eric nie dał mi nawet chwili na powiadomienie cie. – starałam się go uspokajać.
- Ale jak to możliwe, że Kate nic o tym nie wiedziała? Powiedziała mi, że jesteś bardzo zajęta treningami a o wykładzie nie było nawet mowy. – Zapytał bardzo podejrzliwie.
 - Bo ten wykład w końcu ma dużo wspólnego ze stanowymi, prawda? Zresztą skończmy ten temat muszę się skupić na jutrzejszych walkach. – Odpowiedziałam wymijająco, by uniknąć drążenia tego tematu. Teraz naprawdę muszę się skupić na treningu.
- Josh, przepraszam ale muszę uciekać na trening. Odprowadzisz mnie?
- Oh, przepraszam ale jestem umówiony. .Znaczy muszę zająć się psem…sąsiadki. Wyjechała z mężem na kilka dni. – Miałam wrażenie, że stara się coś ukryć ale kiedy się uśmiechnął stwierdziłam, że na pewno mnie nie okłamuje.
- W takim razie zadzwonię po treningu. – Złożyłam delikatny całus na jego ustach i wyszliśmy z domu.

To był naprawdę ciężki trening. Kate odebrała mnie po zajęciach i wróciłyśmy do domu.
Obie czułyśmy się nieswojo w swoim towarzystwie. Zanim zdecydowałam się ją zapytać o Erica, mojego brata i całą tą dziwną sytuacje zapadłam w głęboki sen.


Kiedy tylko otworzyłam oczy następnego dnia zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo bolą mnie mięśnie po wczorajszym treningu. Co prawda byłam do tego nieco przyzwyczajona ale zawsze będzie to dla mnie nieprzyjemnym uczuciem. Od razu sprawdziłam telefon. Miałam  wiadomość od Kate, że pilnie wezwali ją do szpitala ale zobaczymy się na mojej walce, ale pojawi się na zawodach. Tyson napisał mi wiadomość, że mamy spotkać się w szatni godzinę przed walką, czyli zostało mi zaledwie 3 godziny na przygotowanie ciała do bólu.
Wzięłam długi, zimny prysznic, upięłam wygodnie włosy w dobierany i postanowiłam sama trochę poćwiczyć. Na rozgrzanie 6 minut skakania na skakance, 4 minuty brzuszków, 3 minuty skłony i przysiady. Reszta podstawowych ćwiczeń zajęła mi zaledwie 30 minut.
Z nerwów miałam tak ściśnięty żołądek, że zdołałam wypić tylko 2 butelki wody i zjeść kilka tostów. Kiedy zorientowałam się, że za godzinę mam być na miejscu szybko spakowałam swoje rzeczy, wzięłam klucze i pojechałam na miejsce.
-Hej lwico! – przywitał mnie Tyson z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Witaj trenerze. Strasznie się stresuje. – odpowiedziałam mu w pośpiechu.
-Nie ma czym. Jesteś najlepsza. Rozgrzewałaś już mięśnie? – Zapytał mnie ale nie musiałam mu odpowiadać bo dobrze znał odpowiedź.
-Lecę się przebrać. Poszukam jeszcze Kate i Josha. Mięli tutaj być razem.
Starałam się szybko przebrać ale założenie stroju do boksu nie trwa tylko co założenie bikini.
Pierwsze walki już trwały ale nie miałam ochoty ich oglądać. Chciałam skupić się tylko na swojej. Kiedy starałam się nałożyć buty usłyszałam, że Tyson z kimś rozmawia.
-Nie powinieneś tu przychodzić. – powiedział Tyson dość stanowczo do nieznajomej mi osoby. Uchyliłam lekko drzwi i przyjrzałam się dokładnie tej osobie. Był to mężczyzna dość wysoki, dobrze zbudowany, o krótko ściętych włosach. Miał całe ręce wytatuowane. Podejrzewam, że klatkę piersiową również. Jednak nie był to zwykły tatuaż. Wyglądał jak jakieś opowiadanie, pieśń, modlitwa czy coś w tym rodzaju. Jak jakieś zaklęcie.
-Wiem ale musiałem się upewnić, że wszystko jest uzgodnione.
-Wszystko jest gotowe. Musisz stąd iść zanim Kate cię rozpozna bo będziemy mieli wielkie kłopoty. Ufa mi i niczego się nie domyśla. – miałam wrażenie jakby to Tyson był poddany woli tego mężczyzny.
-Jesteś pewny, że ta dziewczyna sobie z nią poradzi?
-Tak. Maya ma dużo mocy by załatwić Rose, Felicie czy jak jej tam naprawdę na imię.. Idź już zanim nas usłyszy. Spotkamy się jutro w 2746. – Po czym mężczyzna odszedł.. nawet nie poznałam jego imienia. Jednak to nie było teraz ważne. Nie mogłam wziąć udziału w zawodach. Muszę szybko stąd wyjść i wiem, że teraz nie mogę nikomu ufać. Na moje szczęście w przebieralni jest drugie wyjście, dzięki czemu wyjdę niezauważona. Szybko wzięłam swoje rzeczy do torby i wyszłam jak najszybciej mogłam. Wyszłam tuż przy ringu. Musiałam przejść do tyłu i wymknąć się wyjściem dla pracowników. Starałam się nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi ale miałam wrażenie jakby wszyscy tam obecni mnie obserwowali. Przemykałam się wśród tłumów by wyjść jak najszybciej. Nie było to łatwe ale musiałam się skupić na tym. Chciałam żyć, tak jak chce tego każdy człowiek. Raz udało mi się uniknąć śmierci. Tym razem mogę nie mieć tyle szczęścia. W zasadzie nie zwracałam uwagi na twarze ludzi otaczających mnie. Tym bardziej na ich głosy, ale coś a raczej ktoś znajomy zwrócił moją uwagę. Wysoka kobieta o ciemnych lokach stała tyłem do mnie. Tak, to była Kate, Całowała się z jakimś mężczyzną, Miałam wrażenie, że skądś go znam..NIE! TO NIE MOŻLIWE!
-Kate?! Co ty robisz?! Jak możesz? – Zapytałam przez zaciśnięte zęby, a z oczy wypływały mi łzy.

-Rose..my tylko..rozmawialiśmy.- starała się tłumaczyć. Z całej siły uderzyłam ją w twarz i nie zwracałam uwagi na to czy mogę ją skrzywdzić. Bolało mnie to bardziej niż sobie mogłam to wyobrazić. Wiedziałam, że lubi Josha ale nie myślałam, że kiedykolwiek będą mogli mieć romans. Kiedy chciałam uderzyć mojego zdradzieckiego EX chłopaka poczułam wielki ból z tyłu głowy. Niewyobrażalny ból i zimną krew na moich plecach. W tym momencie straciłam świadomość.

_______________________________________________________________________________________

Renthal
16 lat

6 komentarzy:

  1. ten rozdział jest okropny D; widać, że autor jest niedoświadczony, a w tekście widać wiele powtórzeń. Rozdział mógłby być bardziej rozbudowany, wszystko dzieje się za szybko, a ten pomysł, że Josh zdradza główną bohaterkę z Kate... JAK MOGŁAŚ TO ZROBIĆ? TOŻ TO BARBARZYŃSTWO, DLACZEGO.....?! Myślę, że ta historia z Joshem i Kate powinna zostać wycięta, nie dlatego, że nie może jej być, po prostu nie pasuje i tyle ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama się powtórzyłam hahah :D * widać, że autor jest niedoświadczony, a w oczy bije wiele powtórzeń :p

      Usuń
  2. Ogólnie rozdział spoczi, dość krótki ale to nawet dobrze, świetny pomysł, żeby Rose miała też codzienne problemy rodem z Trudnych spraw.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się nie znam na tym aż tak bardzo. Powiem co czuję. ;P Warsztatowo jest chyba trochę do popracowania, składnia, powtórzenia. Chyba trochę czasy się momentami kręciły. Serio z Kate? To nie jest aby odrobina przesada. Krótko, króciusieńko a akcja gna aż się kurzy :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej, to jest wstrętne ;__;
    Nie wiem, co pozytywnego mogę powiedzieć o tym opowiadaniu. Spaprałaś. Nie będę powtarzać poprzedników, ale podpisuję się wszystkimi czterema wilczymi łapami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze? Mimo kilku błędów i bardzo szybkiej akcji, rozdział mi się podoba. A najbardziej oburzenie, które budzi Josh i Kate :) Mi się to nie podoba ze względu na Kate, ale tego skur....czybyka Josha to nie trawię od początku i dobrze, że to już koniec :)

    OdpowiedzUsuń