wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział drugi

     Nie jestem dziś w nastroju, żeby spotkać się z Joshem. Zwykle, kiedy mam jakiś problem idę z nim do niego, czasami do Kate. W tym momencie chcę pobyć sama, więc po prostu wysyłam mu smsa, że jestem zajęta i wyłączam telefon. Nie chcę, żeby męczył mnie jeszcze tą imprezą, na którą już zdecydowałam, że nie pójdę. Kocham go, ale nie znoszę, kiedy się na mnie wścieka, że robię coś wbrew jego woli. Dokładnie pamiętam jego wyraz twarzy, kiedy pół roku temu, powiedziałam mu, że nie mogę jechać z nim do domku jego rodziców w naszą rocznicę. Myślałam, że mnie zabije wzrokiem. Przecież planował ten wyjazd przez cały (uwaga!) jeden dzień. Nie jestem jakąś zimną suką bez serca, naprawdę chciałam z nim jechać, tylko wtedy musiałam dużo ćwiczyć. Przez cały następny tydzień nie odbierał ode mnie telefonów. Oczywiście później przeprosił mnie i zaprosił do najlepszej restauracji w mieście.
     Bardzo często boks jest przyczyną naszych sprzeczek. Wydaje mi się, że Josh przejmuje się tym, że dałabym mu radę, gdybyśmy mieli razem walczyć na ringu. Często widział jak boksuję i nigdy nie chciał mi pomóc w ćwiczeniach. Jakiś czas temu, podczas rozmowy z Kate powiedział: "Nie masz się o co martwić, Kate. Nigdy w życiu nie skrzywdziłbym fizycznie Rose. Bałbym się, że mi odda." Wiem, że powiedział to w ramach żartu, ale przeczuwam, że kryła się w jego słowach szczerość. Do tej pory nie powiedziałam mu, co usłyszałam.
     Kiedyś zastanawiałam się ile nasz związek może przetrwać, jak długo wytrzymamy. Jednak za każdym razem, mimo naszych wszystkich kłótni, kiedy się spotykamy, czuję motylki w brzuchu. Czasami wydaje mi się, że to jakaś obsesja. Teraz mogę otwarcie przyznać, że jestem w nim szalenie zakochana i nikt nigdy nie pokocha mnie jak Josh. Wiążę z nim swoją przyszłość i mam nadzieję, że on również ze mną.
     Jeszcze długo tak leżę w łóżku, zanim postanawiam z niego zejść. Otwieram okno na oścież, żeby wywietrzyć pokój. Czuję jak gęsia skórka pojawia się na moim ciele, gdy chłodny wietrzyk wpada do środka. Zdaję sobie sprawę, że jest dzisiaj znakomita pogoda do biegania.

     Uwielbiam sport. Lekkoatletyka, gimnastyka, gry zespołowe, indywidualne, cokolwiek. Jeżeli nie spotykam się z Joshem, to swój czas poświęcam ćwiczeniom. Pewnie dlatego przez te cztery lata chodzenia do Roosevelt High School moje nogi otrzymały miano "Najlepszych nóg Roosevelta".
     Dobrze wspominam chodzenie do szkoły średniej. Nie byłam jakąś wzorową uczennicą, ani nie cieszyłam się wielką popularnością. Moje oceny były przeciętne i miałam niewielką grupkę dobrych znajomych i kilku przyjaciół, z którymi dalej staram się utrzymywać bardzo dobry kontakt. Roosevelt High School ukończyłam ponad rok temu. Kate upierała się, żebym szła do college'u, ale wtedy nie mogłabym rozwijać mojej kariery bokserskiej. I gdyby nie Tyson i jego zapewnienie, że nie nadaję się do niczego, tylko do boksu, moje życie nadal byłoby nudne jak flaki z olejem, tyle, że w beznadziejnym college'u. Jestem dumna ze swojego wyboru i osiągnięć. Mam na koncie już kilka wygranych walk, zero przegranych. Tyson twierdzi, że będę drugą Lailą Ali, córką samego Muhammada Ali. Kilka tygodni temu, po kolejnej wygranej, powiedział mi coś czego najbardziej się obawiałam.
- Jeżeli dalej tak pójdzie, moja droga, to ja - twój kochany trener - nie będę ci już potrzebny. Będę musiał Ci znaleźć najlepszego na świecie sponsora i trenera. Ja już dużo cię nie nauczę. Tak uczeń przerasta mistrza.
Po tym nawrzeszczałam na niego, żeby nigdy tak nie mówił i jak jeszcze raz powie mi coś takiego to zabiję go pięściami, bez rękawic.
     Mijam kolejną przecznicę i kolejną. Dawno nie byłam tak bardzo zmęczona, a czeka mnie jeszcze dwugodzinny powrót do domu. Jeżeli wyrobię się do 20 to będzie cud. Rozglądam się w poszukiwaniu żywej duszy, jednak nikogo nie ma w pobliżu. Nie wiem dlaczego, ale czuję się trochę zawiedziona nieobecnością chłopaka w czerni. Nie to, że się boję, po prostu wydawało mi się, że miał mnie chronić.

     Gdy docieram do domu, na podjeździe widzę samochód pani Jeffey - matki Josha. Nie zdążyłam nawet chwycić klamki, kiedy drzwi się otwarły, ukazując chłopaka. No pięknie. Dzisiaj to gorsze niż osza.
     - Hej.
     - Hej? Na tyle cię stać? - mówi z wyrzutem. - Czekam na ciebie od trzech godzin, a ty się pojawiasz i mówisz zwykłe hej?!
     - Ej, ej, ej, co ja ci zrobiłam? Pisałam przecież, że jestem zajęta
     - Co takiego robiłaś, kochanie? - pyta podkreślając "kochanie".
     - Ćwiczyłam.
     - Nie ściemniaj! Dzwoniłem do Tysona i mówił, że jesteście umówieni na jutro.
     Nie mam dzisiaj siły się z nim kłócić. Po prostu podchodzę do niego i łapię jego twarz w moje dłonie.
     - Posłuchaj. Ćwiczenie to nie jest tylko boks. Dzisiaj biegałam. Chciałam przemyśleć trochę spraw. Nie musisz się o nic martwić. Przepraszam. - Przytulam się do Josha i chwilę później odsuwam. - Ale nigdy mnie nie sprawdzaj, jasne?
     - Ja też cię przepraszam, niepotrzebnie się uniosłem. Zgoda?
     Całuję go w usta. - Zgoda.
     - Mogę zostać? - pyta. - Chcę się tobą nacieszyć. Za niecałe trzy tygodnie wyjeżdżam.
     Kiwam głową i ciągnę go do środka.

     Kiedy tylko pozbywam się z domu Josha, nie marzę o niczym innym jak o kąpieli. Biorę piżamę i idę do łazienki. Nalewam gorącej wody do wanny. Po chwili czuję pieczenie na całym ciele. Pozwalam sobie na nowo odtworzyć wczorajszą rozmowę z Xavierem.

     Chcę stracić przytomność, niech ziemia mnie pochłonie! Chcę umrzeć, teraz! Krzyczę do swojego umysłu, jednak on nie ma zamiaru nic z tym zrobić.
     - B-bratem? - jąkam się. - C-co masz na myśli mówiąc, że jest moim bratem?
     - Jest twoim bratem. Ile znasz znaczeń słowa brat? - pyta z kpiną.
     Nie rozumiem, nic nie rozumiem.
     - Ja nie mam brata - szepczę ledwie słyszalnie.
     - Ta, jasne, a ja jestem wróżką. - Śmieje się, ten dupek ma czelność się ze mnie śmiać. - Powiedz mi, ile lat minęło od utraty twojej pamięci?
     No tak. Wszystko zaczyna się składać w kupę. Nie mógł tak od razu?
     - Chcesz mi powiedzieć, że ten cały Fabian jest moim prawdziwym bratem? Sprzed utraty pamięci?
     - Łał, nareszcie zaczaiłaś. - Boże, ale on mnie irytuje.
     - To dlaczego przez te sześć lat nie dał o sobie znaku istnienia? A moi rodzice, są z nim? Czy ja w ogóle mam rodziców?!
     - Słuchaj, chciałbym ci powiedzieć ile wiem, żebyś w końcu przestała mnie nękać pytaniami, ale uwierz, nie do mnie należy wyjaśnienie ci  wszystkiego.
     - To dlaczego zlecił tobie pilnowanie mnie. Nie miał odwagi porozmawiać z siostrą, której nie widział od sześciu cholernych lat?!
     - Błagam, przestań zadawać tyle pytań! Jeszcze raz. Po pierwsze, jak już wspominałem, sam zastanawiam się dlaczego on nie może cię chronić, skoro to takie ważne. Po drugie, Fabian obserwuje cię cały czas, a gdybyś była odrobinę bardziej uważna mogłabyś go zobaczyć.
     Cała się trzęsę, nigdy nie miałam w sobie tyle złości. Chciałabym zadać mu jeszcze tak dużo pytań, ale wiem z czym to się wiąże. Po prostu milknę. Boję się, że jeżeli się nie uspokoję, mogę dostać ataku paniki. Łapię się za włosy i głęboko oddycham.
     Moje ataki zaczęły się w pierwszym tygodniu po wyjściu ze szpitala. Przytłaczały mnie wszystkie wizyty lekarzy, informacje o stanie mojego zdrowia, co mogę, a czego mi nie wolno jeść. To było dla mnie za dużo. Bałam się wszystkich, wzdrygałam się na każdy cudzy dotyk. Jedynie Kate wiedziała jak do mnie podchodzić, tylko jej ufałam. Na początku ataki pojawiały się przynajmniej raz na tydzień. Z czasem stawały się coraz rzadsze, a po dwóch latach ustały.
     - Hej, nic ci nie jest? - głos Xaviera pojawia się w mojej głowie. - Blado wyglądasz.
     Jeszcze raz głęboko wciągam powietrze, zanim pytam.
     - Nie masz mi już nic do powiedzenia?
     - Jeszcze tylko to, że Fabian kazał Ci przekazać, że za jakiś czas Cię odwiedzi - mówi patrząc mi prosto w oczy. - Przykro mi.
     Szybko dopinam bluzę i poprawiam torbę na ramieniu.
     - Nie sądzę, żeby było Ci przykro, Xavier - szepczę. - Pójdę już. Nie idź za mną, proszę.
     Nie zdążyłam przejść nawet pięciu kroków.
     - Rose, poczekaj. Muszę cię chronić - mówi, łapiąc mnie za przegub.
     - Puść mnie.
     - Teraz mi łatwiej, skoro..
     - Puść mnie, do cholery, albo ci przywalę! - krzyczę.
     - Rose, nie wiesz kim jestem!
     - Za chwilę sam nie będziesz tego wiedział. - Wyszarpuję nadgarstek z jego dłoni i ruszam biegiem przed siebie, dumna ze swojej odzywki.

     Zasypiam dziesięć minut przed północą.
     Nigdy nie miewałam ani snów, ani koszmarów.
     Tej nocy nie potrafię się od nich odpędzić.


______________________________________________________________________________________

Monika R. 
17 lat

4 komentarze:

  1. Rozdział napisany estetycznie i zrozumiale, lekko się go czytało.
    Nie lubię Josha.
    Najlepsze nogi w szkole o matko, nad tym nieco ubolewam ale przynajmniej nie jest jakąś tam paniusią, którą obchodzi jedynie wygląd i popularność.
    Lubię Xaviera, choć myślę, że za bardzo złagodniał podczas ich rozmowy. Mam nadzieję, że jednak jeszcze trochę pozostanie takim porządnym dupkiem nawet dla niej XDD
    Nie mogę się doczekać, jak ktoś opisze spotkanie Rose i Fabiana.
    + Jak miała na imię Rose zanim straciła pamięć? Hmmm...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział, nie zauważyłam błędów i czekam na kolejny :D Dobra robota!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest okej, ale pod koniec zepsułaś Xaviera :( we. dobry sukinsyn jest podstawą dobrego dzieła :D
    + trochę mnie irytuje czas teraźniejszy przewijający się dosłownie przez cały rozdział ;x
    Ale nieźle, naprawdę nieźle. Podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się taka zmienna twarz Xaviera podoba :D Pisiont oblicz Xavka XD
    Fajny rozdział, trochę zbyt długie opisy, ale może to ja jestem rozkojarzona :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń