Obudziło mnie irytujące pikanie pod poduszką. Szybkim ruchem
wyłączyłam budzik i spojrzałam z bólem na cyferki, na ekranie telefonu. Była
2:55. Nienawidziłam swojego telefonu w tym momencie. Miałam ochotę przekręcić
się na drugi bok i zasnąć, ale wiedziałam, że ta opcja nie wchodzi w grę i
chcąc nie chcąc zgramoliłam się z łóżka. Byłam zaspana, ale już nie zmęczona.
Cieszę się, że postanowiłam poczekać kilka dni, zanim wcieliłam swój plan w
życie.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarny top, czarną bluzę i
ciemne jeansy. Starałam się poruszać jak najciszej potrafiłam, ale wiadomo, im
ciszej starasz się poruszać tym więcej hałasu robisz. Co chwilę na mojej twarzy
pojawiał się grymas, kiedy to kolejna deska skrzypiała pod ciężarem mojego
ciała. Uroki drewnianych podłóg. Z każdym kolejnym skrzypnięciem modliłam się w
duchu, aby okazało się, że Kate jednak ma teraz dyżur.
Kiedy już założyłam trampki, których używałam do tej pory
jako kapci, powoli wpakowałam do plecaka trochę ubrań, przybory kosmetyczne,
śpiwór, portfel, kilka długopisów, notes, dwie książki, moje zdjęcie z Tysonem
z pierwszych wygranych zawodów regionalnych i nóż, który kilka dni wcześniej
przemyciłam z kuchni, kiedy Kate nie było w domu. Z telefonu wyciągnęłam kartę
i schowałam ją pod szafą. Omiotłam spojrzeniem pokój. Łzy napłynęły mi do oczu,
ale wiedziałam, że nie mogę sobie pozwolić na chwilę słabości.
Już miałam otworzyć okno prowadzące na schody
przeciwpożarowe, kiedy w mojej głowie zakołatała się niedająca mi spokoju myśl.
„Jak Kate zobaczy rano, że mnie nie ma,
od razu zacznie mnie szukać”. Nie mogłam na to pozwolić, więc w
towarzystwie poskrzypywania podłogi podeszłam do biurka, wyrwałam kartkę z
zeszytu i napisałam, najspokojniej jak mogłam:
„Poszłam pobiegać, a potem
na trening nadrobić zaległości
xoxo Rose”
Zawsze, kiedy rano wychodziłam
zostawiałam jej taką karteczkę. Gdybym tego nie zrobiła z pewnością zaczęłaby
coś podejrzewać, a tak to mam dodatkowe kilka godzin zanim się zorientuje, że
coś się dzieje.
Zaplanowałam wszystko idealnie, no
może oprócz skrzypienia podłogi, na które nie zwracałam nigdy uwagi za dnia,
ale kiedy otwierałam okno na schody, samozachwyt nieomal rozsadził mnie od środka. Dokładne
naoliwienie zawiasów zdziałało cuda.
Nie bawiłam się w schodzenie po schodach.
To również miałam przemyślane. Zeskoczyłam z nich zwinnie i niemalże
bezszelestnie, ciesząc się, że mieszkamy na pierwszym półpiętrze.
Spojrzałam jeszcze raz na okno
swojego pokoju. Ile bym dała, żeby wrócić do tego jak było dawniej. Żeby móc
znów się obudzić w swoim miękkim łóżku i cieszyć się na widok moich bliskich.
Żeby nie ciążyła mi ich zdrada. No po prostu, żeby było jak kiedyś. Niestety
wiedziałam, że tak już nie będzie. Odwróciłam się i ruszyłam boczną uliczką,
coraz bardziej oddalając się od domu, od sali treningowej, od Josha, od
Fabiana.
Szłam pewnym krokiem, obserwując czy nie jestem śledzona. Miałam
nadzieję, że Xavier pilnował frontu budynku i że moje zachowanie przez ostatnie
kilka dni nie wzbudziło żadnych podejrzeń. Grałam spokojną i udawałam, że
akceptuję to co się dzieje, robiłam plany z Kate, umówiłam się na jutro z
Joshem, na kolację w jednej z jego wymyślnych restauracji, Erica poprosiłam o
dodatkowy trening za tydzień, bo tylko wtedy miał czas.
Mimo faktu, że byłam pewna doskonałości
mojego planu, to i tak większość brałam tylko na wiarę i nadzieję. Zauważyłam,
że ostatnio niewiele rzeczy dzieje się zgodnie z planem, a nieprzewidywalność
stała się moją nową codziennością. Wszyscy, których znam wiedzą o mnie więcej
niż ja sama. Nikomu nie mogę ufać.
Zanim się zorientowałam nastał
poranek. Nawet nie wiem kiedy przegapiłam wschód słońca. Po drodze nie
spotkałam nikogo, miałam nadzieję, że nie dlatego, że tak dobrze się ukrywali
ze śledzeniem mnie. Wiele razy zmieniałam trasę, szłam przez rzekę jeśli miałam
możliwość, przechodziłam przez budynki, kilka razy nawet użyłam kanalizacji
przeciwpowodziowej, klucząc długo w gąszczu jej korytarzy, nie wiedząc gdzie
tak właściwie idę.
Tak właśnie jest. Mimo całego
idealnego planu, nie wiem dokąd zmierzam. I to chyba jest jedyna rzecz, która
mi zapewni bezpieczeństwo. Ignoruję przeczucia, kiedy jakaś ulica wygląda
znajomo idę inną drogą. Nie znajdą mnie. Błagam. Niech mnie nie znajdą.
Zatrzymałam się dopiero o zmroku.
Przeszłam z 80 kilometrów. Przeszłabym więcej, gdyby nie postoje, żeby coś
zjeść, kupić lub skorzystać z toalety. Nogi mnie nie bolały. Nie. One tak
najzwyczajniej w świecie były w piekle smażąc się w najgorętszych płomieniach.
Nie jestem w stanie opisać tego bólu, nie istnieje nawet przekleństwo, które by
choćby w pięciu procentach oddało to co czułam.
Znajdowałam w Okanogan-Wenatchee
National Forest. Przynajmniej tak mnie poinformowała tabliczka, którą minęłam
kilka kilometrów przed postojem. Znalazłam coś co kiedyś było… może i chatką,
ale teraz przypominało rozrzucone w nieładzie deski, opierające się o siebie.
Pomimo wyczerpania stworzyłam z nich prowizoryczne schronienie.
Siedziałam opatulona śpiworem, w tym
prowizorycznym domku i rozglądałam się po lesie. Przeklinałam się za to, że nie
wzięłam ze sobą jakiejś książki o roślinach, bo nawet nie wiem co w tym lesie
po zjedzeniu mnie zabije, a co nie. Ale wiem, że nie mogłam tego zrobić, bo
mogłoby ich to naprowadzić na mój cel, choć wychodząc z domu sama go nie znałam.
Myśl o domu obudziła we mnie dziwną
nostalgię. Nie mogłam tego dłużej kontrolować. Wyczerpanie, piekielny ból stóp
i nóg, odciski… dodając to do ostatnich wydarzeń można uzyskać tylko i
wyłącznie łzy. Josh mnie zdradził. Kate mnie zdradziła. Wiem, że mam brata od
zaledwie kilku miesięcy i już go nienawidzę! Nie mogłam ufać nikomu. Byłam
sama. Mogłam sobie pozwolić na chwilę słabości. Płakałam długo. Nie wiem jak
długo, bo gdzieś w międzyczasie zmęczenie wepchnęło mnie w objęcia Morfeusza.
*
-CO TO MA ZNACZYĆ!
-Ja… ja nie wiem… nie wiem jak to
się stało…
-TO SIĘ DOWIEDZ!
-To… to nie wszystko…
-Chcesz mi powiedzieć, że zgubienie
mojej siostry to tylko początek twoich porażek Tyson?
-Wybacz mi panie…
-Najpierw powiedz co się stało.
Potem… się zastanowię.
-Xavier…
-Co z nim?
-On też…
-Kpisz? Błagam powiedz, że kpisz!
Najpierw Felicie, teraz Xavier?! CO Z NIM?!
-On… on też… zniknął…
-Nie… on zapewne jest na jej tropie.
Nie bądź głupcem Tyson! Xavier w przeciwieństwie do ciebie jest przydatny. Hahaha
dać się zmylić głupiej dziewczynie? Nie sądzę, żebyś był mi jeszcze do czegoś
potrzebny.
-Błagam… nie… NIE!
*
Obudziłam się ciężko oddychając. Nie
pamiętam mojego snu. Może i lepiej? Powoli starałam się uspokoić oddech, ale w
głowie dudniło mi echo przeraźliwego krzyku. Wszystko było czerwone i słychać
było krzyk. Przeraźliwy krzyk, który się urywał tak nagle. Nie mogłam złapać
oddechu. No nie… atak paniki. Okolice wypełnił mój wrzask, a na policzkach czułam gorące łzy. Złapałam się za
głowę, próbując uspokoić. Poczułam na czole wilgotną szmatkę. Była ciepła. Ale
to nie był problem. Problemem było to, skąd do cholery wzięła się na moim czole
wilgotna szmatka?!
-Co się stało?! – w zasięgu mojego
przerażonego wzroku pojawił się Xavier. Był spocony i prawie tak samo
przerażony jak ja. Atak paniki przybrał na sile. – Nie. Nie bój się –
powiedział podchodząc do mnie powoli. Wyglądał jakby nie wiedział co ma ze sobą
zrobić.
Nie wiem jak to się stało. Może to
przerażenie na jego twarzy. Może to moja bezsilność. Może. Nie wiem. Ale jedyne
na co miałam siłę w tym momencie, to śmiech. Atak paniki minął jakby go nigdy
nie było. Śmiałam się tak głośno i tak bezsilnie, że łzy naleciały mi do oczu.
Ale nie płakałam już tak jak wczoraj. Po prostu moje życie wydało mi się tak
porąbane, że aż śmieszne.
-Skończyłaś już? – zapytał Xavier z
niecierpliwością w głosie. Pod warstwą nonszalancji, która wróciła na jego
twarz, widziałam zirytowanie.
-Jeszcze momencik – zaśmiałam się.
-Taaaak. Śmiej się głośniej, niech
wszyscy nas usłyszą…
-No już, już. Jesteśmy pośrodku
nigdzie. Nie denerwuj się – powiedziałam opanowując śmiech.
-No tak, denerwowanie sie to nic innego jak mszczenie sie na własnym zdrowiu, za głupotę innych, jak słyszałem – odpowiedział z
przekąsem.
Spojrzałam z niego z
wyrzutem, już nie chciało mi się śmiać.
-To co tutaj robisz?
- Dałbym ci szansę,
żebyś sama zgadła, ale wątpię, żeby ci się to udało – widziałam wyraz
satysfakcji na jago twarzy, kiedy obserwował moją zmieniającą się minę. – To
długa historia. Ma w sobie twojego kochanego braciszka – akcent, który położył
na te dwa słowa mnie zdziwił, - wszystkich, których znasz, ciebie oczywiście,
bo najwidoczniej wszystko się tyczy ciebie – przewrócił oczyma – no i mnie –
uśmiechnął się szelmowsko, a ja poczułam jak moje policzki robią się czerwone.
BA! Bordowe może nawet, bo ten uśmiech mnie powalił. Oczywiście nie umknęło
mojej uwadze, że on to zauważył i sam też się zarumienił, na co uśmiechnęłam
się tryumfalnie. – Ale… ale to musimy sobie zostawić na później, bo najpierw
muszę cię zabrać w bezpieczne miejsce, bo to… - wskazał okolicę i moją
konstrukcję, którą w tym momencie broniłabym jak lwica przed jego szyderstwem,
- jest… no właśnie.
-Jak zwykle na później…
- popatrzyłam na niego z wyrzutem. Pominęłam jego ostatnie słowa. – Dobra, mój
wątpliwy bohaterze – uśmiechnął się krzywo, - dokąd zmierzamy? I czemu powinnam
ci ufać?
-W sumie to mi to tito
czy mi ufasz czy nie. Ale jeżeli chcesz żyć i dowiedzieć się wszystkiego to
chodź ze mną. Jeżeli nie… prędzej czy później cię znajdą i w zależności od
twojej postawy wykorzystają cię lub zrobią z ciebie kebaba. Proste.
Kebaba? Irracjonalnie zakołatało się w mojej głowie. Chyba nie
miałam wyboru.
-Okay… niech ci będzie,
o Xavierze – cieszyło mnie kpienie z niego, a jego w równym stopniu to
irytowało, choć ukrywał to dość sprawnie. – Ale chcę, żebyś wiedział, że jeżeli
mnie oszukujesz to cię zabiję. Bez wahania.
-Chciałbym zobaczyć jak
próbujesz.
-To gdzie teraz?
-Castle Mountain w Banff National Park, w Kanadzie.
-Czemu akurat tam?
-Bo tam się znajduje
kryjówka Naznaczonych, którym udało się uciec.
1. KCKCKC za punktualność
OdpowiedzUsuń2. KCKCKC za dużo opisów, tak jakby nadrabiasz moje zbyt wiele dialogów
3. KCKCKC za Naznaczonych
KC to skrót od "kopnę cię"? :)
UsuńBardzo fajny rozdział, gromny plus za opisy +++++
OdpowiedzUsuńKryjówka naznaczonych - wiele nowych bohaterów, yasss
Czy tylko ja nie mogę się doczekać konfrontacji Rose/Felicii z Fabianem??