Nie do końca byłam
pewna czy mogę zaufać Xavierowi, w końcu nie znałam go za dobrze. Nie znałam go
w ogóle, jeżeli mam być całkowicie szczera. Postanowiłam mu zaufać z dwóch powodów:
po pierwsze: nie chciałam wracać do domu, po drugie: znał Fabiana a dzięki
niemu dowiem się czegoś o moim poprzednim życiu.
Fakt, że zabierał
mnie do innego kraju napawał mnie niepokojem, ale nie na tyle dużym, żeby
uciekać.
Przeszliśmy kilkanaście
metrów i moim oczom ukazał się parking. Jednak nie byliśmy pośrodku nigdzie,
jak myślałam.
- Wsiadaj – usłyszałam głos chłopaka i moje oczy
automatycznie powędrowały ku motocyklowi, który zauważyłam wcześniej. Musiałam
go zawieść:
- Nie wsiądę na to – powiedziałam wskazując maszynę. - Wolę
iść pieszo – oświadczyłam. Nie bałam się wsiąść na pojazd, ale motocykl nie
wyglądał zachęcająco. Miałam wrażenie, że zaraz się rozleci.
- Do Kanady? - zapytał z uśmiechem na twarzy. - Dobrze, że
jedziemy samochodem a nie tym gruchotem – kiwnął głową na drugi koniec
parkingu. Rzeczywiście, przy drzewach stał czarny samochód. Ruszyłam w jego
stronę, chcąc ukryć moje zażenowanie. Zawsze musiałam strzelić jakąś gafę.
Jechaliśmy od
godziny w ciszy. W końcu postanowiłam ją przerwać włączając radio. Oczywiście
nie obyło się bez komentarza Xaviera:
- Co robisz?
- Włączam radio. Magiczne urządzenie, z którego leci muzyka –
próbowałam zażartować, ale chłopak zrobił zirytowana minę i mruknął:
- Wiem co to radio – nic nie mówił, gdy szukałam stacji. W
końcu trafiłam na piosenkę , którą lubiłam. Pogłośniłam i auto wypełniło się
dźwiękami piosenki „Uptown Funk”. Mimowolnie zaczęłam śpiewać, ale mój
towarzysz postanowił uciszyć moje wycie i wyłączył radio.
- Nudziarz – powiedziałam, ale nie próbowałam ponownie
puszczać muzyki. I tak by ją wyłączył.
Po kilku minutach
ciszy postanowiłam zapytać o coś co męczyło mnie od czasu, gdy mnie znalazł.
- Kiedy spotkam Fabiana? - chciałam w końcu poznać mojego
brata. Nie docierało do mnie w pełni, że go mam. Liczyłam na to, że rozmowa z
nim pozwoli mi lepiej zrozumieć sytuacje, w której się znalazłam.
- Trochę później niż początkowo zakładałem.
- Mówiłeś, że to będzie niedługo – powiedziałam,
przypominając sobie naszą rozmowę sprzed kilku dni.
- Plany się zmieniły – denerwowało mnie to, że nie mówił mi
niczego. Nie wymagałam, żeby powiedział mi wszystko, ale część informacji mi
się należała.
- Dlaczego? - drążyłam dalej. Widziałam, że moje pytania go
irytowały, ale musiałam pytać, żeby się czegoś dowiedzieć.
- Po prostu twój brat ma... inne sprawy na głowie - jakoś nie
chciałam w to wierzyć. Podobno bardzo zależało mu na spotkaniu ze mną. Fakt,
było to kilka miesięcy temu, ale i tak wystarczająco długo czekałam na to
spotkanie. Coś tutaj nie pasowało. Może, gdy dotrzemy do kryjówki Naznaczonych
dowiem się czegoś więcej. Właśnie, Naznaczeni. Wcześniej go o to nie zapytałam.
- Kim są Naznaczeni? - westchnął i skręcił w prawo.
- Osoby naznaczone jakąś zdolnością – czekałam na dalszy ciąg
jego wypowiedzi, ale się nie doczekałam.
- Może coś więcej? Jak to się dzieje, że ktoś staje się
Naznaczony? Dlaczego do nich jedziemy? - podpowiedziałam mu o czym chciałabym
się dowiedzieć. Westchnął i milczał przez chwilę, ale w końcu odpowiedział. Nie
zaprzeczę, że ucieszyło mnie to, że w końcu będę miała jakieś rozeznanie w
sytuacji.
- Naznaczonym można zostać na różne sposoby. Często stajesz
się nim z powodu zatrucia przez demona, Naznaczony o wysokiej mocy może ci ją
przekazać, nie wiem dokładnie jak to się dzieje, tylko nieliczni wiedzą. Jest
też kilka innych sposobów, ale te dwa są najczęstsze. Jedziemy tam, bo jesteś
jedną z nich i mogą ci pomóc – ostatnie zdanie sprawiło, że moje oczy zrobiły
się ogromne.
- O czym ty mówisz?
- Masz bliznę, prawda?
- No tak, ale to po... - sama nie wiedziałam po czym. Nie
pamiętałam tego.
- No właśnie, nie wiesz skąd się wzięła. Nie pocieszę cię
mówiąc, że ja też nie jestem pewny skąd ją masz. Ale po twojej dokumentacji
medycznej wnioskuje, że zostałaś zaatakowana przez jakiegoś demona, ale nie
mogę być tego całkowicie pewny...
- Zaraz, widziałeś moją dokumentację medyczną? - zaśmiał się,
gdy usłyszał moje słowa. W sumie, to było zabawne, że akurat zapytałam właśnie
o to.
- To nie było trudne. Zwłaszcza, gdy użyłem mojej zdolności.
Ludzie są tak podatni. W bagażniku mam kopie dokumentów, później ci je pokaże,
jeżeli będziesz chciała.
- Twojej zdolności? - miałam mętlik w głowie. Może lepiej by
było gdybym siedziała cicho przez całą drogę i o nic nie pytała.
- Nie wspomniałem, że też jestem Naznaczonym? - powiedział to
takim tonem, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Może w jego
świecie była, w moim nie za bardzo. Pokręciłam głową, bo byłam tak zszokowana,
że nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. - No, to jestem Naznaczonym – powiedział
to jeszcze raz. Wydawało mi się, że jest dumny, że nim jest. Ja też powinnam
być dumna?
Xavier uprzedził
moje kolejne pytania:
- Potrafię manipulować ludźmi i doskonale tropić, dlatego tak
szybko cię znalazłem. A uprzedzając twoje kolejne pytanie: pierwszą zdolność
przekazał mi dziadek a drugą demon. Niezły miks, co? - skręcił w lewo.
Zaczynało się ściemniać a moje myśli szalały. - I jestem jeszcze świetnym
wojownikiem, ale to kwestia treningu – wyglądało na to, ze mój towarzysz bardzo
lubił się chwalić tym co potrafił.
- Jakie ja mam zdolności? - zapytałam z niemałą obawą.
- Nie wiem – super, właśnie to chciałam usłyszeć – wiem
tylko, że twoja moc chce się uaktywnić. Ostatnio twoja blizna zaczęła się
zmieniać, prawda? - przytaknęłam, mimowolnie dotknęłam miejsca, w którym
znajdowała się blizna. Przypomniałam sobie o tym jak pulsowała bólem i się
powiększyła, to był znak. - Inni Naznaczeni pomogą ci uwolnić moc i się nią
posługiwać. Prześpij się – powiedział i sięgnął do tyłu po koc. Przyjęłam go z
przyjemnością. Z chęcią odpłynę w krainę snów, byłam zmęczona wędrówką, jazdą i
nowymi informacjami. Może nie powinnam szybko zasnąć ze względu na ogrom
wrażeń, ale sen zmorzył mnie szybko.
Poczułam jak ktoś
delikatnie szturcha mnie w ramię. Powoli otworzyłam oczy, białe światło
sprawiło, ze ponownie je zamknęłam. Chwilę trwało zanim zorientowałam się co
działo się przez ostatnie kilka godzin.
- Jesteśmy na miejscu? - zapytałam zachrypniętym głosem.
- Jeszcze nie. Jesteśmy na stacji benzynowej. Muszę wypić
kawę, pomyślałem, że też coś chcesz a poza tym nie mogę zostawić cię samej w
samochodzie – nie chciałam pytać dlaczego nie mógł pójść sam, pewnie uważał, że
z jakiegoś powodu grozi mi niebezpieczeństwo. Powoli rozciągnęłam zaspane
ciało. Nie polecam spania w samochodzie. Bolały mnie wszystkie mięśnie.
Wyszłam z auta.
Świeże i chłodne powietrze ostatecznie mnie rozbudziło. Skierowaliśmy się w
stronę wejścia. Kasjer podniósł głowę i spojrzał w naszą stronę, ale po chwili
stracił nami zainteresowanie i wrócił do korzystania z telefonu.
- Pójdę do łazienki – oznajmiłam i skierowałam się do drzwi z
naklejką, oznaczającą damską toaletę. Xavier kiwnął głową, zapytał jeszcze co
chciałabym zjeść. Odpowiedziałam, żeby kupił mi cappuccino i jakąś bułkę.
- I ciastka! - krzyknęłam, zanim zniknęłam za drzwiami. Z
miłą chęcią zjadłabym coś słodkiego.
Myjąc ręce
spojrzałam na swoje odbicie lustrze. Nie wyglądałam zbyt korzystnie. Resztki
makijażu rozmazały się a włosy były poplątane. Umyłam twarz, co pomogło nie
tylko oczyścić skórę, ale też otrzeźwić umysł.
„Jestem Naznaczoną,
kto by pomyślał.”
Uwolniłam włosy ze
zniszczonego koka, przeczesałam je palcami i ponownie związałam. Wyglądałam
trochę lepiej.
Po raz ostatni
spojrzałam na siebie. Teraz będę inną osobą, moje życie diametralnie się
zmieni. Wyszłam z łazienki.
- Przynajmniej wyglądasz jak człowiek – usłyszałam głos
Xaviera. Chłopak stał oparty o ścianę z reklamówką przewieszoną przez
nadgarstek i dwoma kubkami z kawą.
- Zabawne – spojrzałam na niego „spod byka”. Uśmiechnął się i
podał mi papierowy kubek.
Skierowaliśmy się w
stronę wyjścia. Szłam za krok za Xavierem. Zatrzymał się nagle, omal na niego
nie wpadłam.
- Co się stało?
- Wejdź z powrotem do łazienki i nie wychodź stamtąd dopóki
po ciebie nie przyjdę – podał mi torbę z zakupami a swoją kawę wrzucił do
śmietnika. Nie rozumiałam o co chodzi.
- Ale...
- Idź! - chłopak uciął moją próbę protestu, wyskoczył do
przodu jak poparzony wyciągając coś zza pasa. Światło odbiło się od powierzchni
sztyletu. Dopiero teraz zobaczyłam parking. Obok samochodu krążyła kobieta. Nie
zwyczajna kobieta. Kobieta, która już raz próbowała mnie zabić. Mimo że minęło
dużo czasu poznaje ją, nigdy nie zapomnę jej twarzy. Mimowolnie cofnęłam się w
głąb sklepu.
Co tutaj robi osza?
Tylko o tym byłam w stanie myśleć. Demon uśmiechnął się na widok Xaviera.
Pamięta go. Rozgląda się w poszukiwani mnie, gdy mnie znajduje jej uśmiech
staje się jeszcze szerszy.
Postanawia skupić
się na Xaviere, który jest już prawie przy niej. Z niesamowitą szybkością
podbiega do niego i popycha na ścianę. Chłopakowi od uderzenia zapiera dech w
piersi. Demon jest silniejszy od poprzedniego razu. Usłyszałam jak mówi dziwnie
zniekształconym głosem:
- Najpierw załatwię ciebie a później zabiorę ją – długie
palce oszy zaciskają się na gardle Xaviera. Muszę coś zrobić. Nie mam żadnej
broni, więc robię coś głupiego. Naprawdę bardzo głupiego. Wyciągam opakowanie
ciastek z torby i wybiegam przed sklep. Wyjmuje jedno ciastko z opakowania i rzucam w demona. Nie reaguje.
Rzucam kolejnym.
Osza odwraca się i w tym momencie następne ciastko uderza ją w twarz. Udało mi
się ją zezłościć. Poszło łatwiej niż myślałam.
Kobieta puściła
Xaviera i zaczęła zmierzać w moją stronę. Widzę jak chłopak łapię się za gardło
i w mojej głowie krąży jedna myśl: „Szybciej Xavier, szybciej!”. Na moje
szczęście Naznaczony szybko odzyskuje kontrole nad swoimi ruchami i
błyskawicznie doskakuje do osy wbijając sztylet w miejsce, w którym u człowieka
znajduje się serce. Demon zaczyna się palić, Xavier odskakuje od niego i
podbiega do mnie.
- Wszystko w porządku? - spytał a ja kiwnęłam głową – Dzięki
– dodaje. - Osza zatrzymana przez ciastka, kto by pomyślał – zaśmiał się a ja
do niego dołączyłam.
- Chyba nie są zbyt inteligentne.
- Są nastawione na wykonanie zadania a jeżeli ktoś im
przeszkadza chcą jak najszybciej tego kogoś zlikwidować.
- Kto ją wysłał? - zapytałam. Pamiętałam, że po poprzednim
ataku na mnie Xavier mówił o tym, że są wynajmowane przez innych do zabicia lub
sprowadzenia kogoś.
- Nie jestem pewny czy chciałabyś to wiedzieć.
- Mów, dzisiaj już nic mnie nie zaskoczy – odpowiedziałam.
Naznaczony chwilę zwlekał z odpowiedzią, ale w końcu z rezygnacją w głosie
powiedział:
- Podejrzewam, że wysłał ją twój brat – myliłam się,
zaskoczył mnie. - Mógł się dowiedzieć, że wiozę cię do Naznaczonych
- Co w tym złego? Fabian tego chce, prawda?
- Nie za bardzo – westchnął – Niedawno dowiedziałem się, że
Fabian wykorzystuje Naznaczonych a później się ich pozbywa. Ze mną tez chciał
to zrobić, ale w porę się zorientowałem. Niektórym udało się uciec i ukryć,
wiozę cię tam, abyś była bezpieczna. Nie ukrywam, że sam potrzebuje ich pomocy
– wszystko co wiedziałam o moim bracie uległo zniszczeniu. Myślałam, że mi
pomoże a okazało się, że może chcieć mnie wykorzystać i później zabić.
__________________________________________________________________________________________
Karolina Ł.
17 lat
Rozdział mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńNiezłe zamieszanie wprowadziłąś na końcu z Fabianem, jestem ciekawa co z tego wszystkiego wyniknie :D
I aghhhh nie wiem kogo shippuję bardziej, Xavier x Rose vs. Xavier x Fabian ;_____;
Cieszę się, że rozdział się podoba :)
UsuńJeżeli chodzi o Fabiana to chciałam jasno określić to jaki jest, bo w niektórych rozdziałach był dobry a w niektórych okrutny, postawiłam na tą drugą opcje i ciekawa jestem jak moi następcy to rozwiną :)
Omg *.* genialnie wyważyłaś dialogi z opisami. Jak dla mnie bomba.
OdpowiedzUsuńTylko dlaczego Xavier znowu okazał się zbyt słaby?
I czy sprzedawca nie zauważył całej akcji?
Bardzo mi się podobało <3 Jeden z najlepszych rozdziałów.
OdpowiedzUsuńXavier *,*